Budzik
zaczął dzwonić, a ja z zamkniętymi oczami próbowałam go
wyłączyć. Udało mi się to nawet szybko, więc nie rozbudziłam
się za bardzo.
Dziwne, czułam na brzuchu czyjąś dłoń, a moje przecież grzecznie leżały pod poduszką. Szybko otworzyłam oczy i wstałam zbyt gwałtownie; zakończyło się to głośnym upadkiem o podłogę.
- Co jest? - usłyszałam zaspany głos Bartmana, a po chwili zielone tęczówki patrzyły na mnie z rozbawieniem.
Co on tu robi?!
- Zostawiłam cię na kanapie... - zaczęłam mrużąc oczy.
- Jest strasznie niewygodna – jęknął. - A poza tym, to moje łóżko – uśmiechnął się.
Niechętnie, ale przyznałam mu rację.
- To cię nie uprawniło, żeby się do mnie przytulać – usiadłam po turecku i naciągnęłam koszulkę na kolana, co trudne nie było. Przecież Zibi był wielgaśny.
- To nie było planowane – uniósł do góry ręce. - Ale bardzo ładnie pachniesz. Takim słodkim kwiatem wiśni – wyszczerzył się, a ja westchnęłam zrezygnowana. - Dobra, czekaj pomogę ci wstać.
Szybko zwlekł się z posłania. Był w spodenkach, więc odetchnęłam z ulgą, ale klatka piersiowa aż wołała, żeby jej dotknąć.
Kurde, Em! Opanuj się!
ZB9 pomógł mi wstać i przyjrzał mi się z uśmiechem.
Dziwne, czułam na brzuchu czyjąś dłoń, a moje przecież grzecznie leżały pod poduszką. Szybko otworzyłam oczy i wstałam zbyt gwałtownie; zakończyło się to głośnym upadkiem o podłogę.
- Co jest? - usłyszałam zaspany głos Bartmana, a po chwili zielone tęczówki patrzyły na mnie z rozbawieniem.
Co on tu robi?!
- Zostawiłam cię na kanapie... - zaczęłam mrużąc oczy.
- Jest strasznie niewygodna – jęknął. - A poza tym, to moje łóżko – uśmiechnął się.
Niechętnie, ale przyznałam mu rację.
- To cię nie uprawniło, żeby się do mnie przytulać – usiadłam po turecku i naciągnęłam koszulkę na kolana, co trudne nie było. Przecież Zibi był wielgaśny.
- To nie było planowane – uniósł do góry ręce. - Ale bardzo ładnie pachniesz. Takim słodkim kwiatem wiśni – wyszczerzył się, a ja westchnęłam zrezygnowana. - Dobra, czekaj pomogę ci wstać.
Szybko zwlekł się z posłania. Był w spodenkach, więc odetchnęłam z ulgą, ale klatka piersiowa aż wołała, żeby jej dotknąć.
Kurde, Em! Opanuj się!
ZB9 pomógł mi wstać i przyjrzał mi się z uśmiechem.
-
Chcesz, to mogę podać ci adres sklepu, w którym się ubieram –
wyszczerzy się, za co dostał po ramieniu.
- Masz jakiegoś batonika, czy coś? - zapytałam przypominając sobie o tabletkach. - Bo na kanapkę liczyć nie mogę, co?
Wzięłam pudełeczko i ruszyliśmy do kuchni. Zbyszek zaczął przeszukiwać szafki.
- Mam jakieś płatki, dwa Snikersy i okruszki twojego ciasta.
Zaczęłam się lekko śmiać z jego krzywej miny.
- Daj te płatki.
Podał mi pudełko, a ja zaczęłam jeść jego zawartość na sucho.
- Straszny z ciebie głodomor – zauważył ze śmiechem i usiadł obok mnie opierając się na łokciu.
- Nie wiesz, że na pusty żołądek się tabletek nie łyka? - zapytałam z pełną buzią.
- Co łykasz? - zapytał zakładając zbłąkany kosmyk moich włosów za ucho.
- Witaminy – skłamałam i przełknęłam resztki jedzenia. - Teraz dasz mi jakiś ręcznik i udostępnisz łazienkę, okej? - spytałam wyjmując dwie tabletki.
- Pewnie – uśmiechnął się, a ja połknęłam pigułki.
- I jakąś koszulę zapinaną na guziki – wstałam z krzesła i wrzuciłam leki do torebki. - A potem pójdziemy na zakupy. Nie można pozwolić, żebyś w tym Rzeszowie zdechł z głodu – uśmiechnęłam się.
- Się robi – odpowiedział.
Zniknął w sypialni, a ja wyrzuciłam nasze wczorajsze butelki i kartony po pizzy, do kosza. Zawiązałam worek i położyłam go obok drzwi, aby nie zapomnieć ich po drodze.
- Niebieska, czy pomarańczowa? - usłyszałam głos Zbyszka.
- Pomarańczowa – odpowiedziałam wchodząc do sypialni.
A co! Zaszalejmy dzisiaj z kolorem!
Była końcówka lata, więc chciałam nacieszyć się jeszcze słońcem i całym urokiem tej pięknej pory roku.
Wzięłam koszulę od Bartmana, wczorajsze spodenki i ruszyłam do łazienki. Miałam wielka ochotę wziąć kąpiel w wielgachnej wannie, ale zdecydowałam się jednak na prysznic. Nie miałam zbytnio dużo czasu.
Będąc pod prysznicem wreszcie mogłam przeanalizować wczorajszy wieczór. On powiedział mi o Gośce, a ja jemu niebyt jasno o Jurku. Nasze historie były do siebie strasznie podobne. I wtedy zaczęło mi się coś kołatać w głowie.
Zbyszek wyrzucił blondynę z jastrzębskiego mieszkania jakoś w czerwcu, a wtedy doszły mnie słuchy o romansie mojego byłego chłopaka. I był wtedy w delegacji! A kiedy ich nakryłam w naszym mieszkaniu, ta dziewczyna miała blond włosy. Ale czy to możliwe? Jest przecież mnóstwo dziewczyn o blond włosach w Jastrzębiu – Zdroju. Ale czy to możliwe?
Szybko opuściłam kabinę. Wciągnęłam na siebie spodenki, założyłam za dużą koszulę i zawiązałam ją na supełek. Wzięłam do rąk bartmanowski grzebyk i rozczesałam nim jakoś włosy.
- Zibi, jak wyglądał ten facet, z którym zdradzała cie Gośka? - zapytałam siadając obok niego na kanapie.
Spojrzał na mnie dziwnie, ale odpowiedział:
- Jakieś metr osiemdziesiąt, brunet, miał takie jasne, niebieskie oczy. Przypominały barwę Morza Śródziemnego. Takie charakterystyczne.
Natychmiast chwyciłam telefon i zaczęłam przeszukiwać galerię zdjęć. Może nie wszystkie usunęłam.
- Dlaczego pytasz? - dobiegło mnie pytanie atakującego.
Znalazłam!
- Czy ten facet nie wyglądał przypadkiem tak?
Podałam mu telefon, na którym było zdjęcie moje i Jurka w parku.
Kolejny raz zaskoczyłam Zbyszka. Patrzył niedowierzającym wzrokiem to na mnie, to na wyświetlacz.
No to pięknie, nie ma co! Jeszcze jakieś niespodzianki?!
- Niemożliwe – pokręcił głową.
- Możliwe – zabrałam mu telefon i wyszłam z galerii. - A jeszcze jak mi powiesz, że Gośka mieszka teraz w Gdańsku, to będzie prawdą.
- Mieszka... - wykrztusił patrząc mi w oczy.
- No to nas zrobili – zaśmiałam się nerwowo.
Miał już coś powiedzieć, kiedy usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Bartman przeprosił mnie i poszedł zobaczyć kto przyszedł.
Czułam się jeszcze bardziej wkurzona niż przed tym, jak opuszczałam Gdańsk. Zdradził mnie z Gośką! Z Gośką Zbyszka! Jezu, ratuj!
ZB9 nie wracał już jakąś minutę, więc postanowiłam sprawdzić z kim ucina sobie pogawędkę. Takiego gościa się nie spodziewałam.
O wilku mowa.
- Czyli to z nią teraz jesteś... - wydukała blondyna.
- N... - zaczął ZB9, ale wtrąciłam się.
- Masz z tym jakiś problem? - uniosłam do góry brew i chwyciłam siatkarza za rękę.
Mina Bartmana – bezcenna. Ale po chwili na jego twarz wstąpił uśmieszek.
Mina Gośki? Miliony oddałabym, żeby zobaczyć ją jeszcze raz. Chciało mi się śmiać, ale pozwoliłam sobie tylko na tryumfalny uśmiech.
- Bardzo przepraszam, ale jesteśmy trochę zajęci – pomachałam jej ręką i z hukiem zamknęłam drzwi.
Wybuchnęliśmy z Zibim śmiechem.
- Jesteś genialna – wykrztusił śmiejąc się.
- Z Emilią Sławską się nie zadziera – wyszczerzyłam się i pogroziłam palcem.
Pół godziny później robiliśmy już zakupy w supermarkecie. Krążyliśmy pomiędzy półkami dobre półtorej godziny. Wózek był cały załadowany; kilka napoi niosłam pod pachą, bo nie chciały się zmieścić.
Zapakowaliśmy audi Zbyszka i wróciliśmy do jego mieszkania. Zrobiliśmy wspólnie wielkie śniadanie i zaczęłam zbierać się do domu.
- Dzięki za wszystko – odezwał się Zbyszek, kiedy byłam już przy drzwiach.
- Nie ma za co – uśmiechnęłam się. - Dzięki za nocleg i do zobaczenia jutro – otworzyłam drzwi i wyszłam.
- Do jutra – uśmiechnął się i spuścił ze mnie wzrok dopiero, kiedy wsiadłam do windy.
Wskoczyłam do volva i odjechałam spod osiedla.
Przez całą drogę podśpiewywałam sobie „Chasing the Sun” boysbadnu The Wanted. Bardzo pozytywna piosenka, a jacy wokaliści przystojni!
Podjechałam pod bramę Ignaczaków i wysiadłam z samochodu.
- No już myślałem, że Zibi cię nie wypuści – zaśmiał się Igła, kiedy weszłam do salonu.
- Człowieku, czego ja się dowiedziałam – klapnęłam obok niego na kanapie; popatrzył na mnie wyczekująco. - Wyobrażasz sobie, że Jurek zdradził mnie z Gośką? - zaśmiałam się lekko.
- Z Gośką Bartmana? - zdziwił się libero.
- Byłą – dodałam. - Przez to mnie wczoraj pocałował.
- Nie kumam – podrapał się po czole.
- Chciał wzbudzić w niej zazdrość, a nieszczęsna ja stanęłam mu na drodze – zaśmiałam się.
- Zaczynam się o ciebie martwić – powiedział Krzysiek patrząc na mnie uważnie.
- Nie masz o co – poklepałam go po ramieniu. - Chociaż przyjaźń z Bartmanem może lekko zryć mi głowę – wyszczerzyłam się.
- Czyli wszystko między wami wyjaśnione?
- Jasne jak słońce w słoneczny dzień – zaśmiałam się. - A gdzie Iwona i dzieciaki? - zapytałam rozglądając się.
- Pojechali na zakupy – odparł i upił łyk soku. - Właśnie, zabierasz się z nami do Wałbrzycha?
- Kiedy jedziecie?
- Dzisiaj, jakoś koło trzeciej – odpowiedział, a ja spojrzałam na zegarek. Było kilka minut przed dwunastą. - A wracamy w piątek.
- Bardzo bym chciała, ale jutro mam sesje z Młodą Resovią, a dzisiaj muszę jeszcze przeanalizować wasze zdjęcia – skrzywiłam się. - A poza tym, obiecałam jeszcze spotkanie koledze – od razu uśmiech wstąpił na moją twarz, kiedy zobaczyłam oczyma wyobraźni uśmiechniętego środkowego.
- Komu? - zapytał z zaciekawieniem.
- Grześkowi – odparłam patrząc mu w oczy.
- No, no – gwizdnął. - Muszę cię uprzedzić, u niego na noc nie zostaniesz – zaczął się śmiać.
Wzięłam poduszkę i zaczęłam go nią odkładać.
- Nie spałam z Bartmanem! - krzyknęłam.
- Ach tak? - uniósł brwi dalej się śmiejąc.
- Dobra, obudziłam się obok niego, ale nic nie było! - walnęłam go poduszką z całej siły.
- Powiedzmy, że ci wierzę – wyrwał mi poduszkę z rąk.
- Jesteś wredny, wiesz? Ja się tu próbuję zaprzyjaźnić, a ty jakieś niegrzeczne myśli w głowie masz. Nie ładnie, nie ładnie, panie Ignaczak – pogroziłam palcem.
- Dobra, już nic nie mówię – poczochrał mi włosy i mocno przytulił.
Godzinę później wróciła reszta rodziny, no i zaczęło się pakowanie. Iwona latała po całym domu z jakimiś ubraniami, kosmetykami i poganiała swoje dzieci i męża. Postanowiłam im trochę pomóc, więc wzięłam się za prasowanie ich ciuchów.
Pani domu zapełniła lodówkę najróżniejszymi smakołykami, tłumacząc, że nie mogę im tu z głodu paść pod ich nieobecność. Zapewniłam ją, że dam sobie radę. No ja bym sobie rady nie dała? Zapamiętać, Emilia Sławska zawsze daje sobie radę.
Zapakowałam im większą połowę ciasta, które wczoraj upiekłam i pomogłam nosić torby do samochodu. Dzielnie pomagał mi Sebastian, który nie odchodził ode mnie na krok. Zastanawiałam się, czy o coś może nie chodzić, więc zapytałam o co chodzi. Odpowiedział, że po prostu się za mną stęsknił i już. Zaśmiałam się i przytuliłam małego Ignaczaka.
Równo piętnaście minut przed trzecią libero i jego rodzina opuścili posesję.
Będąc w kuchni zapakowałam resztę ciasta do pojemnika. Luknęłam jeszcze na swoje odbicie w lustrze, czy aby przypadkiem nie wyglądam jak jakiś upiór i wskoczyłam do volva. Włączyłam radio, z którego popłynął „Nieodporny rozum” Eweliny Lisowskiej, i wyjechałam na poszukiwania osiedla, na którym mieszkał Kosa.
Z kartką, na której widniała nazwa ulicy i numer mieszkania, jeździłam po Rzeszowie. Po kilku minutach szukania, wreszcie znalazłam. Zaparkowałam samochód i z ciastem w ręku ruszyłam w głąb osiedla.
Wbiegłam po schodkach do pomalowanego na pomarańczowo bloku, a potem do windy. Wcisnęłam czwórkę i spokojnie czekałam, aż maszyna się zatrzyma. Wyszłam na korytarz i odszukałam drzwi z prawidłowym numerkiem.
Nacisnęłam dzwonek i cierpliwie czekałam aż Grzesiek otworzy mi drzwi. Po kilku sekundach usłyszałam szczęk zamka, a później zobaczyłam twarz środkowego.
- No cześć – przywitałam się z uśmiechem chowając ciasto za plecami.
- Witam – uśmiechnął się.
- Obiecałam ci ciacho, pamiętasz? – zamachałam pudełkiem przed jego twarzą.
- Pewnie – odparł i zrobił mi miejsce, tak abym mogła wejść do środka.
Przeszłam obok drzwi sypialni, które mieściły się przy końcu przedpokoju, a potem do salonu połączonego z kuchnią. W oddali znajdowały się jeszcze dwie pary, czarnych drzwi.
- Napijesz się czegoś? - zapytał gospodarz biorąc ode mnie pojemnik z ciastem i wszedł do kuchni.
- Kawę z mlekiem, poproszę – uśmiechnęłam się.
Zaczęłam rozglądać się po salonie. Wszystkie ściany w jasnym kolorze żółci, gdzieniegdzie po przywieszane obrazki i zdjęcia. Na środku stała żółta kanapa, dwie pufy i jeden fotel w tym samym kolorze. Przezroczysta, niska ława, na której leżało kilka gazet i stał czerwony kubek. Połowa jednej ze ścian była cała oszklona. A widok aż wymuszał uśmiech. Ściana po prawej stronie była jednym wielkim regałem. Książki, płyty, ramki, trofea, figurki, gazety. Prezentowała się naprawdę genialnie.
Chyba zrobię sobie podobną w nowym mieszkaniu...
- Masz piękne mieszkanie – odwróciłam się w jego stronę z wielkim uśmiechem na ustach.
- Dzięki – odparł włączając czajnik elektryczny. - Co ciekawego upiekłaś? - zapytał otwierając pudełko.
- Karpatkę – odpowiedziałam siadając na kuchennym blacie. - Mam nadzieję, że lubisz?
- Pewnie, kto nie lubi karpatki?
Zaśmiałam się lekko, a Grzesiek wyciągnął z szafki dwa małe talerzyki i z szuflady widelczyki.
- Myślałem, że nie przyjdziesz... - powiedział nakładając jeden kawałek na talerzyk.
- Dlaczego miałabym nie przyjść? - uniosłam brew do góry.
- Po tej akcji z Bartmanem... - zaczął nie patrząc na mnie.
- O ile wiem, to nie jesteś Zbyszkiem Bartmanem – uśmiechnęłam się lekko patrząc na jego plecy. - Poza tym, wszystko już sobie wyjaśniliśmy i powiedzmy, że zostaliśmy przyjaciółmi.
- A już myślałem, że pobawię się na weselu – zaśmiał się, a ja wzięłam blisko leżącą zakrętkę i trafiłam go w głowę. - Ała! - popatrzył na mnie z udawanym bólem.
- To za wygadywanie głupot – wyszczerzyłam się i zeskoczyłam z blatu, ponieważ woda już się zagotowała. - Gdzie masz kubki? - zapytałam.
- Górna szafka, po lewo – uśmiechnął się.
Wyciągnęłam naczynia, wsypałam po dwie łyżeczki kawy i zapytałam czy pije z mlekiem. Pokiwał głową, więc nie wlewałam wody po same brzegi. Zamieszałam gorące napoje, a Kosa w tym samym czasie wyciągnął z lodówki mleko.
Z gotową kawą usiedliśmy przy barku i zaczęliśmy jeść przyniesione przeze mnie ciasto.
- Sam wymyśliłeś tę ścianę? - zapytałam i wskazałam widelczykiem na regał.
- Chciałem mieć wszystkie ważniejsze płyty, książki, medale i pamiątki w jednym miejscu – odpowiedział i wziął łyk kawy. - Podoba ci się?
- Jest świetna – uśmiechnęłam się szeroko. - I chyba zrobię sobie taką samą w nowym mieszkaniu.
Uśmiechnął się na moje słowa.
- Znalazłaś już coś?
- Niestety nie – pokręciłam głową. - U Ignaczaków mieszka się super, ale nie mogę im nie wiadomo ile siedzieć na głowie – wsadziłam sobie do ust kawałek karpatki.
- Rozumiem – odstawił zielony kubek na barek.
- Wiesz, inaczej wyobrażałam sobie twoje mieszkanie – przyznałam, a on spojrzał na mnie z zaciekawieniem. - Myślałam, że zastanę bardziej hm... stonowane kolory.
- Biały, szary i tak dalej? - jego prawa brew powędrowała do góry, a ja kiwnęłam głową. - A widzisz, ludzie potrafią zaskoczyć – uśmiechnął się.
- Ty zaskakujesz tylko pozytywnie – wyszczerzyłam się i połknęłam ostatni kawałek ciasta.
Przez następne cztery godziny rozmawialiśmy o płytach, które miał w swojej kolekcji; kolejne pozytywne zaskoczenie. Słuchał prawie wszystkiego, podobnie jak ja. Nie znosiłam muzyki poważnej i Grzesiek też, więc płyt z tym rodzajem muzyki nie znalazłam. Oglądaliśmy zdjęcia, głównie te siatkarskie. Miny graczy były powalające. Do tego Grzesiek dołożył różne historyjki, których w Igłą Szyte uraczyć nie można było, więc myślałam, że wybuchnę ze śmiechu.
- Dobra – powiedziałam zamykając ostatni album. - Lecę, bo jeszcze nie zajęłam się waszymi zdjęciami, a jutro czeka mnie jeszcze sesja z Młodzikami – westchnęłam i podniosłam się z kanapy.
- Z nimi powinno ci pójść gładziej niż z nami – zaśmiał się i również wstał.
- Się okaże – uśmiechnęłam się i ruszyłam do przedpokoju zerkając jeszcze na „regałową” ścianę.
Kosa zaśmiał się lekko, więc popatrzyłam na niego pytająco.
- Pożerasz wzrokiem moją ścianę.
- Oj tam – pacnęłam go w ramię z uśmiechem. - Bardzo dziękuję za miło spędzony czas – chwyciłam za klamkę.
- Polecam się na przyszłość – wyszczerzył się i oparł ramieniem o ścianę.
- Bardzo chętnie skorzystam – otworzyłam drzwi i wyszłam za próg. - To cześć - pomachałam mu.
- Do zobaczenia.
Ruszyłam do windy. Grzesiek zamknął drzwi dopiero, kiedy zjeżdżałam już windą w dół.
Przez następne cztery godziny przeglądałam i lekko poprawiałam zdjęcia siatkarzy Asseco Resovi. Dużo roboty w sumie nie było, bo spisali się naprawdę dobrze w roli „modeli”. Byłam bardzo zadowolona z naszej współpracy. Zgrałam fotografie na pendriv'a i wyłączyłam laptopa.
Praca tak mnie pochłonęła, że w łazience wylądowałam kilka minut przed dwunastą. Wzięłam szybki prysznic i położyłam się spać. Zmęczone oczy od razu dały o sobie znać. Po minucie Morfeusz miał mnie już w swoich objęciach.
- Masz jakiegoś batonika, czy coś? - zapytałam przypominając sobie o tabletkach. - Bo na kanapkę liczyć nie mogę, co?
Wzięłam pudełeczko i ruszyliśmy do kuchni. Zbyszek zaczął przeszukiwać szafki.
- Mam jakieś płatki, dwa Snikersy i okruszki twojego ciasta.
Zaczęłam się lekko śmiać z jego krzywej miny.
- Daj te płatki.
Podał mi pudełko, a ja zaczęłam jeść jego zawartość na sucho.
- Straszny z ciebie głodomor – zauważył ze śmiechem i usiadł obok mnie opierając się na łokciu.
- Nie wiesz, że na pusty żołądek się tabletek nie łyka? - zapytałam z pełną buzią.
- Co łykasz? - zapytał zakładając zbłąkany kosmyk moich włosów za ucho.
- Witaminy – skłamałam i przełknęłam resztki jedzenia. - Teraz dasz mi jakiś ręcznik i udostępnisz łazienkę, okej? - spytałam wyjmując dwie tabletki.
- Pewnie – uśmiechnął się, a ja połknęłam pigułki.
- I jakąś koszulę zapinaną na guziki – wstałam z krzesła i wrzuciłam leki do torebki. - A potem pójdziemy na zakupy. Nie można pozwolić, żebyś w tym Rzeszowie zdechł z głodu – uśmiechnęłam się.
- Się robi – odpowiedział.
Zniknął w sypialni, a ja wyrzuciłam nasze wczorajsze butelki i kartony po pizzy, do kosza. Zawiązałam worek i położyłam go obok drzwi, aby nie zapomnieć ich po drodze.
- Niebieska, czy pomarańczowa? - usłyszałam głos Zbyszka.
- Pomarańczowa – odpowiedziałam wchodząc do sypialni.
A co! Zaszalejmy dzisiaj z kolorem!
Była końcówka lata, więc chciałam nacieszyć się jeszcze słońcem i całym urokiem tej pięknej pory roku.
Wzięłam koszulę od Bartmana, wczorajsze spodenki i ruszyłam do łazienki. Miałam wielka ochotę wziąć kąpiel w wielgachnej wannie, ale zdecydowałam się jednak na prysznic. Nie miałam zbytnio dużo czasu.
Będąc pod prysznicem wreszcie mogłam przeanalizować wczorajszy wieczór. On powiedział mi o Gośce, a ja jemu niebyt jasno o Jurku. Nasze historie były do siebie strasznie podobne. I wtedy zaczęło mi się coś kołatać w głowie.
Zbyszek wyrzucił blondynę z jastrzębskiego mieszkania jakoś w czerwcu, a wtedy doszły mnie słuchy o romansie mojego byłego chłopaka. I był wtedy w delegacji! A kiedy ich nakryłam w naszym mieszkaniu, ta dziewczyna miała blond włosy. Ale czy to możliwe? Jest przecież mnóstwo dziewczyn o blond włosach w Jastrzębiu – Zdroju. Ale czy to możliwe?
Szybko opuściłam kabinę. Wciągnęłam na siebie spodenki, założyłam za dużą koszulę i zawiązałam ją na supełek. Wzięłam do rąk bartmanowski grzebyk i rozczesałam nim jakoś włosy.
- Zibi, jak wyglądał ten facet, z którym zdradzała cie Gośka? - zapytałam siadając obok niego na kanapie.
Spojrzał na mnie dziwnie, ale odpowiedział:
- Jakieś metr osiemdziesiąt, brunet, miał takie jasne, niebieskie oczy. Przypominały barwę Morza Śródziemnego. Takie charakterystyczne.
Natychmiast chwyciłam telefon i zaczęłam przeszukiwać galerię zdjęć. Może nie wszystkie usunęłam.
- Dlaczego pytasz? - dobiegło mnie pytanie atakującego.
Znalazłam!
- Czy ten facet nie wyglądał przypadkiem tak?
Podałam mu telefon, na którym było zdjęcie moje i Jurka w parku.
Kolejny raz zaskoczyłam Zbyszka. Patrzył niedowierzającym wzrokiem to na mnie, to na wyświetlacz.
No to pięknie, nie ma co! Jeszcze jakieś niespodzianki?!
- Niemożliwe – pokręcił głową.
- Możliwe – zabrałam mu telefon i wyszłam z galerii. - A jeszcze jak mi powiesz, że Gośka mieszka teraz w Gdańsku, to będzie prawdą.
- Mieszka... - wykrztusił patrząc mi w oczy.
- No to nas zrobili – zaśmiałam się nerwowo.
Miał już coś powiedzieć, kiedy usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Bartman przeprosił mnie i poszedł zobaczyć kto przyszedł.
Czułam się jeszcze bardziej wkurzona niż przed tym, jak opuszczałam Gdańsk. Zdradził mnie z Gośką! Z Gośką Zbyszka! Jezu, ratuj!
ZB9 nie wracał już jakąś minutę, więc postanowiłam sprawdzić z kim ucina sobie pogawędkę. Takiego gościa się nie spodziewałam.
O wilku mowa.
- Czyli to z nią teraz jesteś... - wydukała blondyna.
- N... - zaczął ZB9, ale wtrąciłam się.
- Masz z tym jakiś problem? - uniosłam do góry brew i chwyciłam siatkarza za rękę.
Mina Bartmana – bezcenna. Ale po chwili na jego twarz wstąpił uśmieszek.
Mina Gośki? Miliony oddałabym, żeby zobaczyć ją jeszcze raz. Chciało mi się śmiać, ale pozwoliłam sobie tylko na tryumfalny uśmiech.
- Bardzo przepraszam, ale jesteśmy trochę zajęci – pomachałam jej ręką i z hukiem zamknęłam drzwi.
Wybuchnęliśmy z Zibim śmiechem.
- Jesteś genialna – wykrztusił śmiejąc się.
- Z Emilią Sławską się nie zadziera – wyszczerzyłam się i pogroziłam palcem.
Pół godziny później robiliśmy już zakupy w supermarkecie. Krążyliśmy pomiędzy półkami dobre półtorej godziny. Wózek był cały załadowany; kilka napoi niosłam pod pachą, bo nie chciały się zmieścić.
Zapakowaliśmy audi Zbyszka i wróciliśmy do jego mieszkania. Zrobiliśmy wspólnie wielkie śniadanie i zaczęłam zbierać się do domu.
- Dzięki za wszystko – odezwał się Zbyszek, kiedy byłam już przy drzwiach.
- Nie ma za co – uśmiechnęłam się. - Dzięki za nocleg i do zobaczenia jutro – otworzyłam drzwi i wyszłam.
- Do jutra – uśmiechnął się i spuścił ze mnie wzrok dopiero, kiedy wsiadłam do windy.
Wskoczyłam do volva i odjechałam spod osiedla.
Przez całą drogę podśpiewywałam sobie „Chasing the Sun” boysbadnu The Wanted. Bardzo pozytywna piosenka, a jacy wokaliści przystojni!
Podjechałam pod bramę Ignaczaków i wysiadłam z samochodu.
- No już myślałem, że Zibi cię nie wypuści – zaśmiał się Igła, kiedy weszłam do salonu.
- Człowieku, czego ja się dowiedziałam – klapnęłam obok niego na kanapie; popatrzył na mnie wyczekująco. - Wyobrażasz sobie, że Jurek zdradził mnie z Gośką? - zaśmiałam się lekko.
- Z Gośką Bartmana? - zdziwił się libero.
- Byłą – dodałam. - Przez to mnie wczoraj pocałował.
- Nie kumam – podrapał się po czole.
- Chciał wzbudzić w niej zazdrość, a nieszczęsna ja stanęłam mu na drodze – zaśmiałam się.
- Zaczynam się o ciebie martwić – powiedział Krzysiek patrząc na mnie uważnie.
- Nie masz o co – poklepałam go po ramieniu. - Chociaż przyjaźń z Bartmanem może lekko zryć mi głowę – wyszczerzyłam się.
- Czyli wszystko między wami wyjaśnione?
- Jasne jak słońce w słoneczny dzień – zaśmiałam się. - A gdzie Iwona i dzieciaki? - zapytałam rozglądając się.
- Pojechali na zakupy – odparł i upił łyk soku. - Właśnie, zabierasz się z nami do Wałbrzycha?
- Kiedy jedziecie?
- Dzisiaj, jakoś koło trzeciej – odpowiedział, a ja spojrzałam na zegarek. Było kilka minut przed dwunastą. - A wracamy w piątek.
- Bardzo bym chciała, ale jutro mam sesje z Młodą Resovią, a dzisiaj muszę jeszcze przeanalizować wasze zdjęcia – skrzywiłam się. - A poza tym, obiecałam jeszcze spotkanie koledze – od razu uśmiech wstąpił na moją twarz, kiedy zobaczyłam oczyma wyobraźni uśmiechniętego środkowego.
- Komu? - zapytał z zaciekawieniem.
- Grześkowi – odparłam patrząc mu w oczy.
- No, no – gwizdnął. - Muszę cię uprzedzić, u niego na noc nie zostaniesz – zaczął się śmiać.
Wzięłam poduszkę i zaczęłam go nią odkładać.
- Nie spałam z Bartmanem! - krzyknęłam.
- Ach tak? - uniósł brwi dalej się śmiejąc.
- Dobra, obudziłam się obok niego, ale nic nie było! - walnęłam go poduszką z całej siły.
- Powiedzmy, że ci wierzę – wyrwał mi poduszkę z rąk.
- Jesteś wredny, wiesz? Ja się tu próbuję zaprzyjaźnić, a ty jakieś niegrzeczne myśli w głowie masz. Nie ładnie, nie ładnie, panie Ignaczak – pogroziłam palcem.
- Dobra, już nic nie mówię – poczochrał mi włosy i mocno przytulił.
Godzinę później wróciła reszta rodziny, no i zaczęło się pakowanie. Iwona latała po całym domu z jakimiś ubraniami, kosmetykami i poganiała swoje dzieci i męża. Postanowiłam im trochę pomóc, więc wzięłam się za prasowanie ich ciuchów.
Pani domu zapełniła lodówkę najróżniejszymi smakołykami, tłumacząc, że nie mogę im tu z głodu paść pod ich nieobecność. Zapewniłam ją, że dam sobie radę. No ja bym sobie rady nie dała? Zapamiętać, Emilia Sławska zawsze daje sobie radę.
Zapakowałam im większą połowę ciasta, które wczoraj upiekłam i pomogłam nosić torby do samochodu. Dzielnie pomagał mi Sebastian, który nie odchodził ode mnie na krok. Zastanawiałam się, czy o coś może nie chodzić, więc zapytałam o co chodzi. Odpowiedział, że po prostu się za mną stęsknił i już. Zaśmiałam się i przytuliłam małego Ignaczaka.
Równo piętnaście minut przed trzecią libero i jego rodzina opuścili posesję.
Będąc w kuchni zapakowałam resztę ciasta do pojemnika. Luknęłam jeszcze na swoje odbicie w lustrze, czy aby przypadkiem nie wyglądam jak jakiś upiór i wskoczyłam do volva. Włączyłam radio, z którego popłynął „Nieodporny rozum” Eweliny Lisowskiej, i wyjechałam na poszukiwania osiedla, na którym mieszkał Kosa.
Z kartką, na której widniała nazwa ulicy i numer mieszkania, jeździłam po Rzeszowie. Po kilku minutach szukania, wreszcie znalazłam. Zaparkowałam samochód i z ciastem w ręku ruszyłam w głąb osiedla.
Wbiegłam po schodkach do pomalowanego na pomarańczowo bloku, a potem do windy. Wcisnęłam czwórkę i spokojnie czekałam, aż maszyna się zatrzyma. Wyszłam na korytarz i odszukałam drzwi z prawidłowym numerkiem.
Nacisnęłam dzwonek i cierpliwie czekałam aż Grzesiek otworzy mi drzwi. Po kilku sekundach usłyszałam szczęk zamka, a później zobaczyłam twarz środkowego.
- No cześć – przywitałam się z uśmiechem chowając ciasto za plecami.
- Witam – uśmiechnął się.
- Obiecałam ci ciacho, pamiętasz? – zamachałam pudełkiem przed jego twarzą.
- Pewnie – odparł i zrobił mi miejsce, tak abym mogła wejść do środka.
Przeszłam obok drzwi sypialni, które mieściły się przy końcu przedpokoju, a potem do salonu połączonego z kuchnią. W oddali znajdowały się jeszcze dwie pary, czarnych drzwi.
- Napijesz się czegoś? - zapytał gospodarz biorąc ode mnie pojemnik z ciastem i wszedł do kuchni.
- Kawę z mlekiem, poproszę – uśmiechnęłam się.
Zaczęłam rozglądać się po salonie. Wszystkie ściany w jasnym kolorze żółci, gdzieniegdzie po przywieszane obrazki i zdjęcia. Na środku stała żółta kanapa, dwie pufy i jeden fotel w tym samym kolorze. Przezroczysta, niska ława, na której leżało kilka gazet i stał czerwony kubek. Połowa jednej ze ścian była cała oszklona. A widok aż wymuszał uśmiech. Ściana po prawej stronie była jednym wielkim regałem. Książki, płyty, ramki, trofea, figurki, gazety. Prezentowała się naprawdę genialnie.
Chyba zrobię sobie podobną w nowym mieszkaniu...
- Masz piękne mieszkanie – odwróciłam się w jego stronę z wielkim uśmiechem na ustach.
- Dzięki – odparł włączając czajnik elektryczny. - Co ciekawego upiekłaś? - zapytał otwierając pudełko.
- Karpatkę – odpowiedziałam siadając na kuchennym blacie. - Mam nadzieję, że lubisz?
- Pewnie, kto nie lubi karpatki?
Zaśmiałam się lekko, a Grzesiek wyciągnął z szafki dwa małe talerzyki i z szuflady widelczyki.
- Myślałem, że nie przyjdziesz... - powiedział nakładając jeden kawałek na talerzyk.
- Dlaczego miałabym nie przyjść? - uniosłam brew do góry.
- Po tej akcji z Bartmanem... - zaczął nie patrząc na mnie.
- O ile wiem, to nie jesteś Zbyszkiem Bartmanem – uśmiechnęłam się lekko patrząc na jego plecy. - Poza tym, wszystko już sobie wyjaśniliśmy i powiedzmy, że zostaliśmy przyjaciółmi.
- A już myślałem, że pobawię się na weselu – zaśmiał się, a ja wzięłam blisko leżącą zakrętkę i trafiłam go w głowę. - Ała! - popatrzył na mnie z udawanym bólem.
- To za wygadywanie głupot – wyszczerzyłam się i zeskoczyłam z blatu, ponieważ woda już się zagotowała. - Gdzie masz kubki? - zapytałam.
- Górna szafka, po lewo – uśmiechnął się.
Wyciągnęłam naczynia, wsypałam po dwie łyżeczki kawy i zapytałam czy pije z mlekiem. Pokiwał głową, więc nie wlewałam wody po same brzegi. Zamieszałam gorące napoje, a Kosa w tym samym czasie wyciągnął z lodówki mleko.
Z gotową kawą usiedliśmy przy barku i zaczęliśmy jeść przyniesione przeze mnie ciasto.
- Sam wymyśliłeś tę ścianę? - zapytałam i wskazałam widelczykiem na regał.
- Chciałem mieć wszystkie ważniejsze płyty, książki, medale i pamiątki w jednym miejscu – odpowiedział i wziął łyk kawy. - Podoba ci się?
- Jest świetna – uśmiechnęłam się szeroko. - I chyba zrobię sobie taką samą w nowym mieszkaniu.
Uśmiechnął się na moje słowa.
- Znalazłaś już coś?
- Niestety nie – pokręciłam głową. - U Ignaczaków mieszka się super, ale nie mogę im nie wiadomo ile siedzieć na głowie – wsadziłam sobie do ust kawałek karpatki.
- Rozumiem – odstawił zielony kubek na barek.
- Wiesz, inaczej wyobrażałam sobie twoje mieszkanie – przyznałam, a on spojrzał na mnie z zaciekawieniem. - Myślałam, że zastanę bardziej hm... stonowane kolory.
- Biały, szary i tak dalej? - jego prawa brew powędrowała do góry, a ja kiwnęłam głową. - A widzisz, ludzie potrafią zaskoczyć – uśmiechnął się.
- Ty zaskakujesz tylko pozytywnie – wyszczerzyłam się i połknęłam ostatni kawałek ciasta.
Przez następne cztery godziny rozmawialiśmy o płytach, które miał w swojej kolekcji; kolejne pozytywne zaskoczenie. Słuchał prawie wszystkiego, podobnie jak ja. Nie znosiłam muzyki poważnej i Grzesiek też, więc płyt z tym rodzajem muzyki nie znalazłam. Oglądaliśmy zdjęcia, głównie te siatkarskie. Miny graczy były powalające. Do tego Grzesiek dołożył różne historyjki, których w Igłą Szyte uraczyć nie można było, więc myślałam, że wybuchnę ze śmiechu.
- Dobra – powiedziałam zamykając ostatni album. - Lecę, bo jeszcze nie zajęłam się waszymi zdjęciami, a jutro czeka mnie jeszcze sesja z Młodzikami – westchnęłam i podniosłam się z kanapy.
- Z nimi powinno ci pójść gładziej niż z nami – zaśmiał się i również wstał.
- Się okaże – uśmiechnęłam się i ruszyłam do przedpokoju zerkając jeszcze na „regałową” ścianę.
Kosa zaśmiał się lekko, więc popatrzyłam na niego pytająco.
- Pożerasz wzrokiem moją ścianę.
- Oj tam – pacnęłam go w ramię z uśmiechem. - Bardzo dziękuję za miło spędzony czas – chwyciłam za klamkę.
- Polecam się na przyszłość – wyszczerzył się i oparł ramieniem o ścianę.
- Bardzo chętnie skorzystam – otworzyłam drzwi i wyszłam za próg. - To cześć - pomachałam mu.
- Do zobaczenia.
Ruszyłam do windy. Grzesiek zamknął drzwi dopiero, kiedy zjeżdżałam już windą w dół.
Przez następne cztery godziny przeglądałam i lekko poprawiałam zdjęcia siatkarzy Asseco Resovi. Dużo roboty w sumie nie było, bo spisali się naprawdę dobrze w roli „modeli”. Byłam bardzo zadowolona z naszej współpracy. Zgrałam fotografie na pendriv'a i wyłączyłam laptopa.
Praca tak mnie pochłonęła, że w łazience wylądowałam kilka minut przed dwunastą. Wzięłam szybki prysznic i położyłam się spać. Zmęczone oczy od razu dały o sobie znać. Po minucie Morfeusz miał mnie już w swoich objęciach.
Jest piątek – jest ósemka ;D Mam nadzieję, że nie zawiodłam, bo ten epizod jest jednym z najgorzej napisanych. No, ale zapraszam Was do ocenienia ;)
Jastrzębie wczoraj poległo 2:3 z ZAKSĄ. Trochę mnie to podminowało, bo wygrywali 2:0, no ale miejmy nadzieję, że dzisiaj będzie o wiele lepiej ;) Grzegorz Pilarz moim zdaniem jak najbardziej zasłużył na statuetkę MVP ;p
Święta, święta, więc ja ślę Wam życzenia w postaci wierszyka:
Kolorowych jajeczek,
Wacianych owieczek,
Rozkicanych króliczków,
Pyszności w koszyczku!
A przede wszystkim
Udanego uciekania
W dniu "wielkiego lania" !
Te ostatnie trzy linijki troszeczku nie na miejscu, gdyż pogoda pozostawia wiele do życzenia ;/ Jeszcze chciałabym dodać, że życzę Wam pięknej pogody i dużo miłość! Wesołych Świąt! ;*
Wy czytacie i komentujecie, a ja lecę do kuchni robić serniczek ;D
Trzymajcie się ciepło
poziomkowa ;*